Śledzie z harissą, migdałami i daktylami

Ale się dziś nastałam w kuchni, pfff. Jutro wielka impreza. Wymyśliłam sobie między innymi śledzie w trzech odsłonach: tytułową, z curry (które są na blogu) i jeszcze jedne, na które przepis wrzucę za parę dni. Skąd pomysł na harissę? Kupiłam (chyba) za dużo śledzi, chciałam je wykorzystać do czegoś innego. Akurat parę dni temu zrobiłam harissę, Tolka ostatnio z szafki wytargała daktyle, znalazły się też migdały. Nie wiem co z tego wyjdzie... ale coś czuję, że to będzie to.
Przepis na harissę macie w składnikach, zróbcie swoją, warto.


Składniki:
5 solonych filetów śledziowych
2 łyżeczki harissy
1 cebula
mała garść suszonych daktyli
mała garść migdałów
5 łyżek oleju (ja użyłam rzepakowego)

Migdały prażymy do lekkiego zrumienienia. Śledzie moczymy godzinę w zimnej wodzie, co jakiś czas trzeba wodę wymieniać. Jeżeli po godzinie nadal są za słone, trzeba je moczyć dłużej. Następnie śledzie bardzo dokładnie osuszamy  i kroimy w grubsze kawałki. Cebulę kroimy w drobną kostkę i przelewamy na sicie wrzątkiem. Do oleju dodajemy harissę, mieszamy. Do miski wrzucamy śledzie, cebulę, pokrojone w mniejsze kawałki daktyle, migdały, olej z harissą, wszystko dokładnie mieszamy. Śledzie wkładamy do słoika i odstawiamy do lodówki. 

Komentarze