Nalewka miodowo-cytrynowa

Dzisiejszy dzień jest raczej kiepskim dniem na wrzucanie posta alkoholowego... wczorajsze urodziny skończyły się dość późno. Szczególnie ciepłe pozdrowienia przesyłam kumplowi z grupy kalamburowej, który rysunkiem "pudełka zapałek" rozpieprzył cały system <3. Jesteś najlepszy, nie chcę Cię już więcej w swojej grupie :). Wracając jednak do posta, dawno już chodziłam z zamiarem zrobienia tej nalewki. Obawiałam się jednak bardzo przesytu miodowego. Trzeba było go czymś złamać, a czym złamać najlepiej? No cytryną przecież. Rozgrzewająca, bardzo sympatyczna nalewka. Spróbujcie.


Składniki:
200 ml spirytusu
200 ml płynnego miodu
200 ml soku z cytryny (lub więcej)
skórka z jednej cytryny

Cytrynę dokładnie myjemy i cienko obieramy ze skóry. Obieramy tak cienko, żeby nie pozostał na skórce nawet mały kawałek białej błony, która jest gorzka. Wszystkie składniki ze sobą mieszamy i odstawiamy na jakieś 2 tygodnie. Skórkę polecam wyciągnąć już po 24 godzinach. Nalewkę filtrujemy, aczkolwiek nie jest to konieczne. Ja ją przefiltrowałam tylko dwa razy. Efekt jest taki, jak na zdjęciu. 

Komentarze

  1. Chętnie bym wypiła kieliszek takiego cuda;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ma cudny kolor :) Z pewnością pięknie pachnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie pachnie, smakuje jeszcze lepiej :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Mniam aż się oblizałam bo moje ślinianki zaczęły mocniej pracować na samo wspomnienie o tej nalewce. Sama robię i uważam że na te zimne dni nie ma lepszej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cytrynówka to jedna z najpopularniejszych nalewek i praktycznie w każdej postaci dobrze smakuje. W tej nalewce (oprócz smaku i przyjemnego koloru) dobre jest to, że już po dwóch tygodniach można ją serwować. Inne nalewki potrzebują kilku miesięcy na przegryzienie się składników, a ta już po 14 dniach jest wyborna. Choć niektórzy pewnie nie powstrzymają się i już wcześniej skontrolują jej smak :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wnikliwy opis, wszystko się zgadza (próbowałam po tygodniu:)). Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Robię od lat, w moim otoczeniu nazywamy ją "pszczele kolanka", pije się nie wyczuwając mocy trunku, jest fantastyczny w smaku, ale często po dłuższych debatach przy nalewce trudno wstać z fotela , ha, ha, ha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, z tym wstawaniem... życie :D. A co do "pszczelich kolanek", nazwa cudna.

      Usuń

Prześlij komentarz