Śledzie z bakaliami

Ciąg dalszy śledzi, tym razem z bakaliami. Zawsze przepadałam za słodkimi dodatkami do ryb. Wiele razy miałam możliwość próbowania śledzi zrobionych w ten sposób i zawsze mi smakowały. Zastanawiałam się jedynie nad tłuszczem jakim je zaleję. Oliwę mogę pić litrami, więc pierwszym pomysłem była właśnie ów ona. Potem doszłam do wniosku, że nie wszyscy przecież muszą się katować oliwą w takich ilościach jak ja, więc skończyło się na oleju rzepakowym. Śledzie zrobiłam co prawda wczoraj, więc w sumie nadają się już do jedzenia, zostawię je jeszcze jednak w spokoju przynajmniej na jeden dzień. 


Składniki:
5 filetów śledziowych a'la matjas
1 cebula
2 łyżki suszonej żurawiny
2 łyżki rodzynek
2 łyżki suszonych moreli (pokrojonych w paski)
2 łyżki rozdrobnionych migdałów
olej rzepakowy
pieprz

Śledzie moczymy godzinę w zimnej wodzie, co jakiś czas trzeba wodę wymieniać (jeżeli nadal są za słone, moczymy je dalej). Opłukujemy je i dokładnie osuszamy, kroimy w mniejsze kawałki, wrzucamy do miski. Cebulę kroimy w piórka, chwilę smażymy, nie rumienimy jej, musi po prostu trochę zmięknąć. Pod koniec smażenia dorzucamy do niej bakalie. Studzimy. Do ryb wrzucamy resztę składników, doprawiamy świeżo mielonym pieprzem, mieszamy. Jeżeli jest taka potrzeba, można dolać oleju. Przekładamy do słoika i wkładamy do lodówki.

Komentarze